Sam decyduj o swoim szczęściu
Niedawno usłyszałam kazanie, które przypomniało mi moją małą życiową filozofię. Nie to że o niej zapomniałam, ale to kazanie właśnie mi uświadomiło, że mogę o tym napisać. Teraz mam w końcu chwilę natchnienia, więc usiądźcie wygodnie i przeczytajcie a może moja filozofia stanie się waszą. Ale zanim o niej dowiecie się czegoś o mnie.
Mam osiemnaście lat, skończone ostatniego dnia maja, czyli niedawno. Kończę właśnie drugą klasę liceum, już niedługo matura, egzamin dojrzałości, który do marca tego roku był dla mnie jakimś odległym mitem, wcale nie strasznym. Jednak przy okazji wyjazdu na zakończenie projektu Erasmus poznałam tegorocznych maturzystów i matura przestała być dla mnie tym mitem, o którym mówiłam a stała się przerażającą rzeczywistością. Nie myślcie, że wzięłam się w garść dopiero w marcu, co to to nie. Zawsze dość dobrze się uczyłam i szanowałam szkołę i nauczycieli. Druga klasa liceum była dla mnie rozpoczęciem nowego rozdziału. Z perspektywy czasu widzę jak bardzo się zmieniłam, wcześniej byłam nieśmiała, zamknięta w sobie. Nie potrafiłam albo nie chciałam się w nic angażować. W zeszłym roku zaczęło się to zmieniać. Postanowiłam się zaangażować na początek w służbę w moim kościele, a niedługo później w szkole tworząc gazetkę i udzielając się w kilku projektach. Będąc przy szkole, wiecie jak to jest, te wszystkie przedmioty, nauczyciele wymagający tyle, że można by się zaharować. I te lektury! Oh, lektury były zawsze moim wrogiem chociaż uwielbiam czytać książki. Nigdy nie potrafiłam ich doczytać, nie uważałam ich za wystarczająco ciekawe. Teraz wiem dlaczego.
Tutaj wracam do mojej filozofii, postanowiłam nie słuchać opinii innych na pierwszej książce jaką miałam przeczytać, Cierpienia Młodego Wertera, przeczytałam tę powieść od deski do deski. Moi rodzice, kiedy im powiedziałam co mam przeczytać, skrzywili się i powiedzieli tylko że to strasznie nudne, moja polonistka również nie kryła niechęci do głównego bohatera. Ja chciałam żeby ta książka mi się spodobała i tak właśnie było.
Zdecydowałam. To słowo właśnie jest sensem mojej dzisiejszej pisaniny. To ty musisz zdecydować o swoim życiu, o tym co zjesz na kolację, o tym na jaki film pójdziesz do kina. Musisz zdecydować i sprecyzować co ci się podoba, czego chcesz w życiu, z kim spędzisz to życie. Ja to zrobiłam, zdecydowałam. Zdecydowałam, że chcę mieć któregoś dnia doktorat z historii, jestem na początku drogi do zdobycia go. Zdecydowałam, że chcę przejść przez życie z Jezusem u boku, idę i jest to najlepsza droga jaką kiedykolwiek szłam. Są też mniejsze decyzje, zachciało mi się mieć gazetkę w szkole, i wiecie co? Powstały Górskie Pleciuchy, z których jestem cholernie dumna i które pragnę ciągnąć jak najdłużej się da, dopóki będą tacy którzy chcą to ze mną tworzyć.
Co chciałam powiedzieć to że to my sami decydujemy o każdej nawet najmniejszej rzeczy. My decydujemy o tym jaką mamy opinię na temat jakiejś osoby lub kwestii. Nie dajcie się ponieść emocjom innych osób. Nie opierajcie swojej opinii na podstawie opinii innych. Sami na trzeźwo przeanalizujcie sytuację i otwarcie, tylko przed sobą przyznajcie co tak naprawdę myślicie.
To się tyczy każdej dziedziny życia, ktoś wam mówi że nie osiągniecie sukcesu? A co on tam wie, pokaż mu że jest w błędzie. Jeszcze raz, sam decyduj, nawet o tym co czujesz, bo od tego trzeba zacząć być szczęśliwym :)
Komentarze
Prześlij komentarz